może mój proces kogoś zainspiruje, chociaż jak widać nie gwarantuje on sukcesu. 

Wpierw zastanawiam się na czym mi najbardziej zależy  (tym razem zależało mi na krótkiej nazwie, która się dobrze odmienia, czyli łatwo się mówi “jestem w …” albo chcę zapisać się do …” )

Potem wprawiam się w stan burzy mózgu.

Moje neurony stają się głodnymi mackami szperającymi po słownikach.

Zaczynam wertować słowniki.

Patrzę na słowa w nagłówkach, na ulotkach, w książkach oczami drapieżnika.

Proszę o pomoc co najmniej pięć osób.

Podają propozycje, które odrzucam z ciężkim sercem.

Sprawdzam jak brzmią różne słowa w języku suahili, bantu i po japońsku (afrykańskie języki stąd, że w świecie twórców open-source’owych czasem sięga się po afrykańskie słowa – np. ubuntu znaczy “bycie razem/jestem ponieważ ty jesteś”, a sięgania po japońskie słowa nauczyłam się od Setha Godina, mojego ulubionego nauczyciela biznesowego).

Czuję rozpacz.

Biorę po kolei bardzo średnie pomysły i próbuję się do nich przekonać i przekonać do nich pozostałe osoby.

Szukam dalej.

Znam stan “bingo”, kiedy każda komórka w ciele mówi “tak” i czekam, aż pojawi się nazwa-bingo.

Lubię słowa nieprzetłumaczalne, istniejące tylko w jednym języku, tak jak duńskie hygge. Znalazłam słowo “sisu”, które w języku fińskim oznacza siłę ducha, upór i wytrwałość. Wspaniałe cechy, potrzebne przedsiębiorcom. Testerzy uznali, że sisu kojarzy się z siusiu.

Dalej było już tylko gorzej. A może BDS? Business Design Space. Ale w wymowie “be-de-es”. Albo “be-des”. Jestem w be-de-sie. Zapisałam się do be-de-su. Co prawda po angielsku, ale całkowicie oddaje sens tego, o co chodzi. Kojarzy się ze slangowym badass, czyli z kozakiem, twardzielem, kimś niesamowitym. Chciałabym, żeby to miejsce pomagało nam być biznesowymi kozakami.

Wszystkim testerom BDS kojarzyło się z BDSM. Testerzy też powiedzieli, że “bedes” rymuje się z “sedes”. To był ten moment kiedy czułam rozpacz i próbowałam samą siebie przekonać, że może skojarzenie z BDSM nie jest najgorsze … ktoś to chyba musi lubić, skoro 50 twarzy i 365 dni tak zawrotnie się sprzedało … No, ale nie. Jednak nie. To zupełnie nie pasuje.

No a teraz BOMBA, otóż podczas pisania tego newslettera pojawiła mi się w głowie nazwa-bingo! 

Dasz wiarę? Już chciałam rozpisać ankietę z prośbą o powiedzenie, czy ten BDS jest jednak do zaakceptowania. A tu nagle! Grom z jasnego nieba.